Sail Camp Sztuka - Micro Blog - Część 8 - Dzień z życia obozowicza
-"Ja chyba nie będę spała w nocy"
-"Nooo, ja też nie!"
-"Panie Krzyśku, czy to musiało być taka straszna historia?"
Ech, te dziewczyny, pomyślałem, gdy wyszliśmy z lasu i naszym oczom ukazał się port w Sztynorcie. Rozświetlony, roztańczony, rozśpiewany port.
Idąc polną drogą przed wejściem do naszej mariny, czuć już było nocny chłód. Nad polami unosiła się mgła, komary bzyczały w najlepsze, muzyka z portu grała, jednym słowem typowe Mazury latem.
-"Jak tam ekipa, fajnie było?" - zapytał Pan Piotrek
-"Noooo, Pan Krzysiek opowiedział nam historię o prawdziwym zabójcy ze Sztynortu i że się z nim spotkał oko w oko!"- wykrzyknęła jedna z dziewczyn
-"No to super było! -odpowiedział Pan Piotrek
Wybuchnęliśmy śmiechem.
-"No chodzi mi oczywiście, że super było na wycieczce a nie, że super jak Pan Krzysiek spotkał się z zabójcą"-śmiał się razem z nami Pan Piotrek
Dotarliśmy na swoją keję.
-"Okej, Kochani, zaraz jesteśmy na miejscu. Jest już bardzo późno, więc macie dosłownie 10 minut na zęby, toaletę i do spania. Jutro jak zwykle czeka nas dużo pływania więc musimy wszyscy wypocząć" - mówił Pan Krzysiek
Ta, MY musimy wypocząć, pomyślałem. Nasi sternicy jeszcze przez godzinę, dwie czuwają zanim uśniemy wszyscy. No ale to wiadomo przecież! Upewniają się, że jesteśmy bezpieczni i śpimy w swoich kojach. Ja, po całym dniu w słońcu, pływaniu w jeziorze, żeglowaniu i teraz po naszej wycieczce czułem zmęczenie i z przyjemnością pomyślałem, że już za chwilę zanurkuję do mojego "psiworka".
Po powrocie na łódkę, rozbiegliśmy się po szczoteczki do zębów i polecieliśmy do toalety. Wracając, widziałem jak Pan Krzysiek z gitarą w ręku, usadowił się na bomie, opierając się o maszt. Zaczął cicho pobrzdękiwać. Podobno, jak nam mówił, gitarzyści mają obowiązek codziennego grania na gitarze, nawet jeżeli to jest tylko chwila dziennie. Czasami to nie wiem, kiedy mówi serio a kiedy żartuje, choć tym razem myślę, że to żart.
Moszcząc się w śpiworze, pomyślałem, że jutro jedziemy na jezioro Dobskie, które leży w strefie ciszy i tam śpimy przy małej kei. Wiedziałem, że strefa ciszy oznacza brak silnika i same żagle. Jak w takim razie mieliśmy w tym porcie manewrować, skoro na Mazurach jest obowiązek manewrów w porcie i cumowania na silniku? Hmm, bardzo jestem ciekaw jak to nasi sternicy...
Dzisiaj był super dzień, zresztą każdy jest super, a dzisiaj dodatkowo będziemy usypiać słuchając chlupotu wody o burty łódki, dźwięków gitary i poskrzypywania takielunku......... fajnie było.......
Super relacja! ⛵ Widać, że na Sail Camp dzieje się mnóstwo inspirujących rzeczy — sztuka i przygoda to świetne połączenie. Fajnie się czyta o Waszych doświadczeniach i kreatywnych projektach. Czekam na kolejne wpisy! 🎨
OdpowiedzUsuńWięcej na https://vider-film.pl